"Uspokojenie"...

"Uspokojenie"... - szepnął Napierski aludując do słynnego utworu Słowackiego, nie podjął jednak tego tematu, który dopiero po sześciu latach nabrał przerażającej a piorunowej aktualności. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy Katedrze, patrząc na omszałe kamieniczki Świętojańskiej i wspominając tych prozaików, którzy włączyli jej obraz do swoich powieści: zagadkowego Józefa Symeona Boguckiego (Klementyna, czyli Życie sieroty) oraz niespracowanego Józefa Ignacego Kraszewskiego (Dziecię Starego Miasta), co to "niepoliczone łokcie i sta łokci solitera-po-wieści ciągle ronił w literatury naczynie", a potem skręciliśmy, przez bramę pod Dzwonnicą Świętojańską, w cichą i pustą Dziekanię. Przed naszymi oczami roztoczył się po chwili widok starożytnej Kanonii, uroczego placyku, graniczącego od południa z tyłami Katedry i kościoła pojezuickiego, od Wisły zaś wypełnionego stylowymi kamieniczkami, zamieszkiwanymi ongiś przez kanoników kapituły warszawskiej. - Sarbiewski... - mruknąłem, gdy zatrzymaliśmy się na tyłach kościoła pojezuickiego.

Wojna .