Napierski
Napierski nie doceniał zresztą Hoffmanna ("katzenjammer wyobraźni" - mówił o nim), co miałem mu za złe, i na pewno nie w pełni rozumiał, zarzucając mu diaboliczną naiwność, a w jego wielbicielach widząc jedynie kolekcjonerów anachronicznych wzruszeń. Ale wróćmy do przerwanej relacji. Otóż ów "fukierowski" spacer po Starym Mieście zaczęliśmy more antiquo od Kolumny Zygmuntowskiej, zastanawiając się w jej cieniu nad konkretnym itinerarium. Napierski obstawał przy wędrówce ulicą Piwną, i dalej, przez Zapiecek, na Rynek Staromiejski. Ja upierałem się z kolei przy tradycyjnym szlaku mego ojca (i Jana Andrzeja Morsztyna!) - ulicą Świętojańską. Ostatecznie zwyciężyła moja propozycja (byłem wszakże przewodnikiem) i po chwili - minąwszy te domy Świętojańskiej, które stanowią zachodnią połać placu Zamkowego i w związku z którymi przypomniałem towarzyszowi słynną "przeprowadzkę" Seweryna Zenona Sierpińskiego, zrealizowaną przez kolegów-cyganów, a obserwowaną z okien zamkowych przez rozsierdzonego Paskiewicza - zagłębiliśmy się w ową ciemną uliczkę, z której "jakieś szare, wygląda w perspektywie sinej Miasto Stare".
Wojna .